Gdy nauczyciel nie wie czyli temat tabu. / When a teacher does not know – teacher’s taboo.

Zastanawiam się o czym dokładnie pomyślałe/aś czytając tytuł tego wpisu. Cokolwiek by to jednak było, wyjaśnię Ci co miałam na myśli. Mam wiele obserwacji oraz wiele przemyśleń w kwestii społecznych oczekiwań, że jako nauczyciel mam wiedzieć wszystko i znać odpowiedzi na wszystkie pytania. Gdzieś tam w powietrzu tli się ciągle takie powszechne przeświadczenie, że to źle gdy nie wiesz, że to bardzo bardzo źle. Co więcej, na grupach nauczycielskich inaczej nie jest. Niejednokrotnie czytam czysty hejt. Czyste lekceważenie. Nie zawsze na temat, zawsze nie słusznie. I co tu począć? Przeczytaj moje rozważania i koniecznie wypowiedz się na ten temat.

Jeśli jesteś nauczycielem na pewno zdarzyło Ci się czegoś nie wiedzieć. Nie pamiętać lub zapomnieć. Uczeń zadał trudne pytanie, kolega po fachu użył idiomu, którego nie znasz, lub nie do końca rozumiesz angielski serial, w których bohaterowie używają co prawda angielskiego, ale niezwykle trudnego do zrozumienia akcentu. Przyjęło się jednak, że nauczycielowi nie wolno nie wiedzieć. Nauczyciel języka obcego, tj neofilolog, wg przekonań większości oraz samych nauczycieli, powinien o języku wiedzieć wszystko, niemal wszystko i znać odpowiedzi na najlepiej wszystkie pytania z zakresu: język angielski.

Kończąc studia jesteśmy napakowani wiedzą. Jeśli skończyliśmy jedną z dobrych szkół, gdzie poziom był wysoki, to wiemy naprawdę sporo. Na studiach uczymy się języka praktycznego, historii, literatury, mamy warsztaty z konwersacji i wiemy wszystko to, co powinno się po takich filologicznych studiach wiedzieć. Więc kolejne lata uzupełniamy wiedzę podejmując jakąś pracę zawodową. Mamy szczęście jeśli zaczynamy pracę w jakiejś międzynarodowej firmie, w której mówienie w języku obcym jest na porządku dziennym. Nasz angielski (powiedzmy że będzie to angielski, bo blog dotyczy tego języka) nie wypada z obiegu, praktykujemy każdego dnia, i prawie myślimy w tym języku wracając do domu. Alternatywna sytuacja to taka, w której po studiach wyjeżdżamy za granicę i również mamy kontakt non stop z językiem, którego się uczyliśmy. Ale..

…jeśli zostajemy w kraju, i do tego po studiach nie trafiamy do miejsca pracy, w którym włada się językiem obcym, zaczynają się schody. Funkcjonujemy w społeczeństwie polskim, więc nieużywane angielskie struktury czy kolokacje umykają gdzieś miesiąc po miesiącu, i koniec końców poziom biegłości językowej staje się niższy wraz z upływem czasu.

Zapominanie wyrażeń i potrzeba większej ilości czasu by znaleźć odpowiednią formę to efekt nieużywania języka, o którym mowa od dłuższego czasu, lub używania go jedynie wybiórczo. Polacy, którzy wyjechali z kraju z pewnością mogą potwierdzić (ja mam kilku takich znajomych), że po kilku latach za granicą, pomimo, że gdzieś tam używają polskiego, gdy mają mówić po polsku brakuje im często właściwego określenia (przez co używają tego łatwiejszego o mniejszym stopniu trudności), lub np. robią błędy ortograficzne rzadko czytając w języku polskim.

Pośród nas są anglistki, które kilka lat spędziły w domu opiekując się malutkimi dziećmi i nie mając czasu na rozwój osobisty znajdują się w miejscu, w którym by wrócić do płynności językowej potrzebują czasu. Są też tacy, którzy pracując z dziećmi na poziomie Beginner przez wiele lat, zabiegani, rozwój osobisty odłożyli na bok. To się dzieje. Dobrze więc, że mamy grupy na social media gdzie możemy swobodnie zapytać o coś swoich kolegów i koleżanek po fachu i pomoc sobie nawzajem, prawda? A może.. powinniśmy obawiać się hejtu, lekceważących komentarzy lub zmieszania z błotem?

Interesujące jest także popularne przekonanie, że poprawność językowa jest kwestią oczywistą. Moje myślenie dobrze zobrazuje cytat z artykułu Polityki (z którym nie do końca w całości się zgadzam, ale akurat ten fragment do mnie przemawia):

Źródło: Polityka: „Polska źle uczy języków”

… polski sposób nauczania, przekazywany kolejnym pokoleniom pedagogów, za główny cel stawia sobie walkę z błędem i dążenie do językowej perfekcji. W świecie, w którym tylko jedna czwarta ludzi mówiących po angielsku to native speakerzy (400 mln na 1,6 mld), językowa perfekcja staje się pojęciem mglistym: (…) – Twardy polski akcent jest wręcz łatwiejszy do zrozumienia niż oryginalny brytyjski. Gorzej, gdy ktoś z obawy przed popełnieniem błędu nie jest w stanie się odezwać.

Oczywiście, że nie będziemy się przecież uczyć języka z błędami ani nie będziemy też akceptowali rażących błędów ze strony nauczycieli, bo nie służyłoby to dobrze swojemu celowi. Z kolei nie ma jednej wersji języka angielskiego, której trzymając się szablonowo nauczymy się wszystkiego i będziemy potrafili wskazać, że wszystkie inne struktury i alternatywne wyrażenia są niepoprawne. Ponadto czy jest jeden uniwersalny akcent, którym powinniśmy wszyscy mówić jak jeden mąż? Czy byłoby to możliwe jeśli w języku angielskim mówi na świecie ok 1,5 mld ludzi?

Czy nie jest zatem tak, że jeden komunikat można wyrazić na wiele sposobów, za pomocą różnych wyrażeń i w różnych akcentach, z czego wszystkie mogą być poprawne?

Inaczej mówią przecież użytkownicy języka angielskiego z różnych stron świata a język to żywy twór. Wyrażenia mają wiele synonimów w samym słowniku, a co dopiero gdy ma się do nich odnieść native.

Kolejna kwestia to to czy native speaker to zawsze najlepszy model do nauki? Z jednej strony angielski to jego język ojczysty ma więc naturalną wymowę i nie waha się co i kiedy powiedzieć. Ale czy większość nativów mówi poprawnym językiem, nie robiąc błędów gramatycznych? Czy to nie oni zasypują nas wyrażeniami slangowymi, zależnymi od regionu zamieszkania, których nie rozumiemy, nie znajdujemy w słowniku, a z którymi bardzo chcemy być na bieżąco? To może te błędy jednak nie są takie straszne? Czy są..?

Z drugiej jednak strony: „Not to know is bad. Not to wish to know is worse”. Jeśli więc nie wiem czegoś, czy nie dobrze by było się dowiedzieć, skonsultować, rozważyć? Czy nie to właśnie sprawi, że będę coraz bardziej kompetentnym nauczycielem? Rozwój osobisty i rozwój własnych kompetencji w towarzystwie nabytej wiedzy jest kluczem do bycia ekspertem w swojej dziedzinie. Niezadowalanie się najprostszą odpowiedzią, książkowym hasłem. Badanie języka i ciągłe uczenie się jest wpisane w nasz zawód i naszą profesję, czy my o tym nie pamiętamy? Czy to nie jedno z największych wyzwań naszej profesji? A może to nie tak, może to lenistwo, może nasze tylko zaniedbanie? Może te wszystkie hejty to sygnały do.. zmiany?

Co myślisz?

Jak myślisz, czemu o tym piszę? Co mogło mnie do tego sprowokowac? Ja jeszcze dopowiem.. dopowiem następnym razem, jak już zostawicie tu swoje cenne przemyślenia.. <3

ENG

When a teacher does not know..

If you are a teacher I’m sure you’ve had a situation when you didn’t know or remember something. Perhaps it was your student who asked a difficult question, or your colleague who used an idiom expression you’d never heard of, or you didn’t really follow an English series in which people talk in a strange rubbish accent. However, it is said that a teacher should know everything. Everything about English language, English teachers. Is it possible though?

After we finish studies, we are filled with knowledge. If we graduated a good university, we know a lot. We were learning about literature, history of the language, practising conversation, and everything that needs to be learned by future English teachers. So, following years we most probably learn more or start to work in our profession. If we are lucky, we start our career in an international company, where speaking English is as normal as breathing, and our English improves. Or, we go abroad and use English on everyday basis. But if we stay in Poland and don’t speak English, it starts to get worse. We live in a Polish speaking society, surrounded by Polish people, and some of the more sophisticated vocabulary start flee from our heads and we are no longer fluent the way we were before.

What is interesting is the fact that the rule appeals not only to the second language but also to our mother tongue. I have friends who after moving out of Poland started to struggle with maintaining Polish in their households. We’d say it must be easy for a native speaker of a language to do it, but it seems it’s not. As they stopped speaking Polish being abroad, they simultaneously started having problems with finding an exact Polish expression or use correct punctuation. There is even more to it. They actually find it challenging to speak Polish to their children all the time when surrounded by English speaking family and friends.

Among us there are lady teachers who have spend years at home caring for their children not having time for reading, watching or working on grammar, and busy with housework they left it for some time to come. There are also primary school teachers who got used to elementary material units and overloaded with everyday work didn’t put enough effort into being better, catching up. Not matter what the reason might be, the fact is that we may also be in this group one day due to some circumstances, does it mean we should be thrown mud at because of it?

The following issue that should be discussed here is language correctness. The quote from “Polityka” newspaper shows what I mean:

 “Polish way of teaching, which is being passed to next generations, is focused on a constant fight with mistakes and aims at striving to perfection. In the world in which only one-forth of its populations are native speakers of English (400 mln / 1.6 mld), language perfection becomes a misty notion. “(my translation)

It obvious we are not going to teach a bad English and we also won’t ignore serious mistakes especially when being made by English teachers. However, there is no one standard version of English that exists in the world, one best on the basis of which we could reject all different alternatives being sure ours is the only possible. There is also no one best accent that should be learnt by the whole world’s population. Would it be achievable  for 1.5 mld of people?

The following thing to be considered are native speakers. It is believed that native speakers of a language are the best models who being learned by make you a perfect language user. A native’s natural pronunciation, and the fact that s/he doesn’t hesitate while speaking is an obvious thing. However, aren’t the natives who make grammar mistakes and use thousands slang informal expressions we don’t understand? Does it help us learn a language in order to communicate worldwide? I can’t imagine somebody wanting to learn Polish, to just listen to me speaking to a friend. Our talk gets so rubbish and there is no grammar at all ! Of course, it help to learn informal phrases too, but we can’t count on it. Isn’t a language a living creature, constantly changing over centuries?

On the other hand, “Not to know is bad. Not to wish to know is worse”. So if I don’t know something or I’m not sure, isn’t it best to do some research, consult, ask? This is what makes me a good teacher, doesn’t it? Personal and professional development along with the knowledge you’ve gained is the key to be an expert in your field. The constant need of analysing, learning and developing is one of the challenges of being a teacher.

What do you think? And why I write about it at all?

Jesteś nauczycielem języka angielskiego w szkole średniej? Zapraszam Cię do mojej grupy na Facebooku Nauczyciele angielskiego szkół średnich, gdzie będziemy wymieniać się doświadczeniami, formami pracy tylko w tej grupie wiekowej! Jest to również grupa osób korzystających z moich materiałów.

Polub mój fanpage na Facebooku, zapisz się na newsletter by śledzić wszystkie aktualności, dostawać dodatkowe materiały do pobrania i być na bieżąco! 🙂 Nie spamuję ! Zapraszam Cię też na moje tablice na Pinterest, gdzie stale przypinam przydatne materiały do nauki języka oraz na moje konto na Instagramie, gdzie 3 razy w tygodniu dodaję nowe kolokacje do nauki na poziomie B2<!

Leave a comment/Dodaj komentarz

Dodaj komentarz